• Wpisów:812
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 18:40
  • Licznik odwiedzin:82 104 / 3985 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Na co mój Kochany Chłopak stwierdził, że po co aż trzy, przecież taką piękna wiosnę mamy tej zimy...
 

 
Pierścionek od babci okazał się za duży! Nie da się go zmniejszyć. Rozmiar 16 na rozmiar 8 to trochę za dużo. Niestety malutkie palce mam. Raczej nie noszę biżuterii, kolczyków, pierścionków, łańcuszków. Czasem coś dodam, ale to sporadycznie, jeżeli pasuje mi do stroju.

W pracu słukłam mój piękny kubek z imieniem, który dostałam jeszcze od mojego byłego chłopaka. Lubiłam go, już był podpisany
Taki pech jakiś w tym tygodniu za mną chodził.

Wczoraj byliśmy u znajomych mojego Kochanego Chłopaka i zauważyłam pozytywną cechę mojego chłopaka. Cecha nie cecha... Znajomi mają bardzo fajny kominek, ale gdybym miała swój własny dom, nie wiem czy zdecydowałabym się na coś takiego. Ot gadżet.
A mój chłopak powiedział, że jak już zacznie remontować poddasze (plan na przyszły rok) to może zdecydowalibyśmy się na coś takiego. Miło mi, że uwzględnia mnie w swoich planach.

 

 
Zatem odwiedziłam swoją babcię w dniu wczorajszym. Na pożegnanie powiedziała mi: Tylko nigdy się nie zakochaj. Możesz lubić, tylko się nie zakochaj.

Taka mądrość starszej kobiety. Chyba faktycznie mam więcej genów z tej strony rodziny, bo to do mnie przemawia.

I jeszcze ta depresyjna pogoda. Wcale nie czuć świąt. Jedynym pozytywem tego tygodnia jest pokaźna nagroda, która przyznała mi moja pani kierownik. Moge poszaleć na zakupach.
 

 
Prosiłam i straszyłam, jak tylko dojedziesz do domu daj mi znać, napisz lub zadzwoń, zrób cokolwiek ale muszę wiedzieć, że jesteś cały i zdrowy we własnym łóżku!
Oczywiście, jak grochem o ścianę. A rano, gdy obudziłam go już bardzo zdenerwowana usłyszałam: przecież wysłałem smsa.
Patrzę na telefon, bo może faktycznie w całym tym zdenerwowaniu coś przegapiłam, ale nie, nic nie ma. Mówię zatem: co ty ściemniasz, nic nie dostałam.
Odpowiedź: wysłałem, jak się spotkamy to ci pokażę!
Mówię, już powoli wściekła: NIC nie mam!
I co usłyszałam?
O faktycznie, wysłałem ale nie wysłał się, nie dostałem raportu.
Zabić to mało!!!
 

 
Chodzę dzisiaj uśmiechnięta jak głupia. I tylko Ty i Ja wiemy dlaczego.
Seks, po którym żadne z nas nie chce spać, ale przytulać się i rozmawiać o Nas właśnie, to najlepszy prezent jaki mogłam dostać. Słowo honoru.
Pewne doświadczenie w tej materii posiadam, ale brakowało mi tej wczorajszej spontaniczności, tego poczucia bliskości, przynależności do drugiego człowieka.

Moje Kochanie bardzo niedługo ma urodziny zatem już wiem jak podziękuję za wczorajszy wieczór!
 

 
Powiedziałam: Kochanie anulowałam swoje urodziny.
On odpowiedział: Skoro tego chcesz...
Zapytałam: A gdybym powiedziała, że chcę skoczyć z mostu, też byś powiedział: skoro chcesz?!
Odpowiedź: Nie, bo wiem, że tego byś nie zrobiłam.
Moja odpowiedź: W takim razie anuluję również święta! Wiesz co?! Zimę też anuluję! Niech już będzie wiosna!

Kobiety...
 

 
Mój Cudowny Super Chłopak jak każdy chłopak trochę naiwny jest. Aczkolwiek muszę przyznać, że nie aż tak bardzo jak mi sie wydawało. A zmierzając do sedna.
Każda z nas ma swoją koleżankę, którą lubi ale...
Moja koleżanka "ale..." ma pewną cechę. Mianowicie zdarza się jej zwyczajnie koloryzować. Nie przeszkadza mi to, do momentu kiedy wpływa na moje życie.
W dzniu wczorajszym mój Kochany Chłopak spotkał moją koleżankę "ale...", mieszkają niedaleko siebie. Usłyszał od niej o pewnym chłopaku, z którym kiedyś się spotykałam. Niestety teraz wiem, że to spotykanie się było pomyłką. Chłopak jednak się zaangażował i najwidoczniej jeszcze mu nie przeszło. Pech niestety polega na tym, że owa koleżanka zna tego chłopaka.
I właśnie o nim opowiadała mojemu Kochanemu Chłopakowi przy wczorajszym przypadkowym spotkaniu. Zdenerwowalam się trochę, historia tamtego spotykania się nie jest na pierwszym miejscu moich ulubionych historii i bynajmniej nie upoważniłam nikogo do wtajemniczania mojego chłopaka.
Ale tak to juz w życiu bywa, że doganiają nas czasem nasze "tajemnice". Chcemy o czymś zapomnieć, a to w najmniej oczekiwanym momencie wypływa. Historia koleżanki "ale..." pokazuje, że szczerość to najlepsza broń na "serdeczne" zainteresowanie. Koleżanka niech się wypcha sianem, bo mam zamiar powiedzieć jej kilka słów. Może coś zrozumie, a może znowu jestem naiwna

Musiałam odreagować! Proszę o zrozumienie.
 

 

Że internet kopalnią wiedzy jest nikogo nie trzeba przekonywać. Znajdziecie w nim wszystkov i nic. Trzeba umieć wśród całej masy śmieci odnaleźć perełki

Nie wiem jak ogół ludzkości, ale ja jestem zachwycona! I nie ma znaczenia co myślą inni. Sesje są świetne.
 

 
Muszę przyznac uczciwie, że zdarzało mi się zadziwić samą siebie. Ale zazwyczaj staram się być uczciwa w stosunku do samej siebie. Zatem informuję, że z byłym chłopakiem sie nie spotkałam i raczej nie spotkam. Głupie decyzje zostawiam sobie do ponownego przemyślenia
Z moim Kochanym Chłopakiem również się nie spotkam, troszkę jest zajęty. A dla mnie, przyznam szczerze, również należy się troszkę odpoczynku. Chcę zatęsknić...

i natycham się ostatnio Pixie Lott!
 

 
Powinnam leczyć się i to psychiatrycznie! Tylko ja, w przypadku braku jakichkolwiek problemów, stworzę sobie niezłą gromadkę. I to całkowicie od ręki.
Zamiast cieszyć się swoim, szczerze, cudownym związkiem, to co ja zrobiłam?
Zadzwoniłam do swojego byłego i zapytałam, zupełnie od niechcenia, czy może chciałby sie spotkać i tak, na luzie, pogadać. A jeszcze, żeby tego było mało, to dodatkowo, pewnej miłej, ciepłej nocy, po seksie, pytam mojego Kochanego Chłopaka, czy może będzie miał coś przeciwko!
Proszę o wskazanie dobrego specjalisty! Jest mi niezbędny. Ciekawe, czy NFZ refunduje leczenie w tak ciężkich przypadkach? A może tak beznadziejne przypadki to już się nie kwalifikują?!
Zastrzelcie mnie łaskawie jeżeli ponownie przyjdzie mi do głowy podobny, cudowny zresztą, pomysł.
Teraz zastanawiam się jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.
O ja głupia koza!
 

 
Cóż, jestem już w domu. Właśnie przed kilkoma chwilami mój Kochany Chłopak przywiózł mnie do domu wraz z moim słodkim psem.
Czy to normalne, że już za nim tęsknię? Czy straciłam już swoją tożsamość? Czy zawsze będziemy już my, a nie ja?
To normalne, że tęsknię. Tak chyba powinno być. Ale normalne jest również to, że jutro prawdopodobnie się nie spotkamy. Możliwe, że spotkam się z urodzinową koleżanką oraz siostrą, która pewnym zbiegiem okoliczności jutro ma urodziny! Zatem nie spotkamy się i czuje wobec tego pewną satysfakcję Ale taką w granicach zdrowego rozsądku.
Z poprzednim chłopakiem byłam prawie 9 lat. Po tak długim czasie gdzieś zgubiłam swoją tożsamość, moje JA zabłądziło gdzieś wśród tych wszystkich spraw związanych ze związkiem. Po nim miałam prawie roczną przerwę zanim zaczęłam spotykać się z moim Kochanym Chłopakiem.
Przez ten rok przerwy robiłam wiele głupich rzeczy, z których wcale nie jestem dumna. Ale taka była kolei rzeczy! Musiałam nauczyć się wiele rzeczy od nowa, np. jak być sama ze sobą. To jest trudne. Nie zwariować w świecie, który tak bardzo lubi pary.
Świat nie jest przystosowany do nieparzystych ludzi! Trzeba było zatem nauczyć się chodzić samemu do kina, na pizzę. Nie wspomnę już o trudnym kodeksie randek po tylu latach przerwy. To prawdziwy labirynt!!!

a teraz kilka rzeczy zupełnie na marginesie, jestem przecież również normalną dziewczyną
 

 
Byłam dzisiaj w pracy, zatem mój weekend bedzie trochę skrócony. Dzisiaj moja dobra koleżanka ma urodziny.
Chce jej życzyć wszystkiego o czym marzy, aby spełniły się wszystkie piękne marzenia. Aby dni mijały bez uczucia niespełnienia, z uśmiechem i wsparciem tej drugiej osoby. A On niech kocha, bo jesteś piękną osobą o pięknej duszy! Gdzie znajdzie drugą taka wariatkę.
Buziaki dla mojego Super Chłopaka, za cierpliwość, której szczerze zazdroszczę.
 

 
Co powiedział mój kochany chłopak po kolejnej kłótni? "Kochanie musimy sie dotrzeć i zgrać..."
A zatem, kłócimy się a później spokojnie rozmawiamy na temat naszego zachowania. Pouczajace doświadczenie, zauważyłam wiele swoich nieciekawych zachowań. Wcale nie podobało mi sie to, co sobie uświadomiłam.
Zatem chłopak jest jak lustro, w którym mogę w naprawdę jaskrawym swietle zobaczyć wszystko to, przed czym zazwyczaj zamykałam oczy. Ja jestem ambitna, On jest ambitny. Ja lubię rządzić, On mi wcale nie ustępuje na tym polu. Zatem kłótnie będą, może w przyszłości będziemy dla siebie bardziej wyrozumiali. Zrezygnujemy z wielu niepotrzebnych konfliktów
Poza tym ja chcę stabilizacji, On chyba jeszcze nie. Zrozum kobiety! W czerwcu były chłopak prawie mi się oświadczył. Gdybym wtedy z nim została zamiast szukać przygód, byłabym zaręczona i moje życie byłoby stabilne i przewidywalnie nudne.

zastanawiam sie nad nutą na mój szczególny, melancholijny nastrój


Piękna piosenka, a jaki głos... Rozpływam się.
Nawet zimą, albo mroczną jesienią mozna sie skutecznie zakochać. I tego mogę wszystkim życzyć z czystym sumieniem. Zakochajcie się skutecznie. A potem ogladajcie "Pingwiny z Madagaskaru" w każdy niedzielny poranek w piżamach z kubkiem kawy. I nieważne w kim. Ważne, aby być z tym kimś szczęśliwym, nawet po kłótni.
 

 
Mój codzienny uniform to dres! Wracam z pracy, gdzie muszę chodzić w stroju bardziej formalnym i pierwszym co robię po powrocie do domu jest założenie dresu.
Większość weekendów spędzam u mojego chłopaka i tam również mam parę dresów. Całą niedzielę, jeżeli nigdzie nie wychodzimy spędzam w tym właśnie stroju. Oczywiście staram się, żeby nie był to porozciągany, zaplamiony dres.
W sobotę, nawet jeżeli siedzimy w domu, czy idziemy do znajomych wyglądam bardziej wyjściowo, jestem umalowana, uczesana, często zakładam sukienkę. Chłopak jest zadowolony; ja jestem zadowolona następnego dnia, gdzy mogę założyć mój super wygodny dres. Nie wyprę się go nigdy, nigdy go nie porzucę.
A chłopak ma kochać mnie zarówno w sukience, jak i w dresie. Ale najważniejsze to zachować równowagę, nie przedobrzyć w żadną stronę.
 

 
Była wielka kłótnia! A ja nie mam siły, może emocje są jeszcze zbyt świeże, ale nie mogę o tym myśleć.
Wiedziałam, że to zbyt duże zaangażowanie. Jak tylko powiem, że kocham to wszystko posypie się z hukiem. I tak bardzo sie boję, bo odkryłam, że mi zależy. Za mało ufam, żeby wierzyć, że mnie kocha. Siedzę teraz sama, On milczy. Czy zastanawia się nad tym co mu powiedziałam? Nie wiem. Boję się. Bardzo się boję!
Mówiłam, że mam jakiś szósty zmysł i kłopoty wyczuwam, zanim jeszcze przyjdzie im do głowy mnie nawiedzać.
 

 


Właśnie tym jaram się w tym tygodniu. Uwielbiam ją w kazdej aranżacji i wykonaniu.

A jeżeli chodzi o miłość, to wydaje mi się, że kwitnie. Ale ja ogólnie jestem ostrożna z natury i nie pozwalam sobie na zbytni entuzjazm. Taki ukryty pesymizm wtórny, jakby przeczucie, że coś musi się wydarzyć.
Może to kwestia wychowania przez osobę, która nie okazuje uczuć zbyt wylewnie? Nie chcę tego analizować, chyba nie czuję takiej potrzeby. Co ma być to niestety się wydarzy, a moja osoba przyciąga w jakiś nadnaturalny sposób kłopoty. Może to kwestia aury, może feng shui, takie chi? Pojęcia nie mam! Kłopoty same mnie znajdują i nie wydaje mi się, że to w jakiś szczególny sposób mnie obciąża. Uczę się, jak radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach.
Przez kilka tygodni byłam w toksycznym związku, jakieś trzy lata temu i dopiero ostatnio uświadomiłam to sobie opowiadając koleżance jakąś historię związaną z tamtą przygodą.
I mój standardowy tekst w takiej sytuacji: Poradzę sobie sama! Zasze sobie radzę.
I właśnie dlatego żyję sobie teraz spokojnie czekając na jakieś trzęsienie ziemi, bo to przecież nieuniknione! I fakt, że wiem, że zdarzy się coś złego w dziwny sposób mnie uspokaja. Tak to właśnie ze mną jest. Dostałam po głowie tyle razy, że nie wydaje mi się, że mój przydział już się wyczerpał.
Ja chodzę podminowana, a R. chyba coś wyczuwa. Widzi, że chodzę zamyślona i martwi się, co ja tam znowu wymyślam.
Miało być krótko, bo nic strasznego się jeszcze nie wydarzyło ale się wydarzy. Cholera, nie wiedziałam, że to ma na mnie taki wpływ. Chyba czas już zacząć odkładać na jakiegoś specjalistę!
 

 
Zabrałam swoje rzeczy. W sumie nie mam pojęcia dlaczego. Taki impuls. Ale On też mnie nie zatrzymał. I to pewnie jeszcze bardziej mnie zezłościło. Nie pokłócilismy się, nic nie zrobił, nie powiedział. Dopiero wczoraj zmusił mnie do rozmowy i przyznałam, że moje zachowanie było kompletnie bez sensu.
Zaraz skończę sobotnie sprzątanie, szybki prysznic i jadę do R. Oczywiście zabieram, a raczej oddaję swoje rzeczy, odkładam na miejsce. Już nie mogę się doczekać!
 

 
Mam taki pomysł. Może jakaś akcja zbierania podpisów? Jeszcze muszę zastanowic się nad szczegółami.
Jasna cholera, powinien istnieć jakis przepis zabraniający byłym chłopakom wtrącania się w sprawy obecnych związków ich byłych dziewczyn!!!
Mój były chłopak okazuje się mistrzem w tej dyscyplinie. Rozumiem, że może nie jestem mu jeszcze obojętna.
Sam fakt w jaki sposób rozpoczął się mój obecny związek jest bardzo znaczący. Otóż mój obecny i były chłopak byli dobrymi kolegami. Tak poznałam Moje Kochanie. Rozumiem złość i bezsilność mojego byłego, ale chyba już czas, aby zacząć żyć swoim życiem.
Z moim byłym chłopakiem zerwałam szybko i być może boleśnie, ale bez żadnych niedomówień.
Mam kompletny mentlik w głowie. O moim obecnym chłopaku słyszałam wiele różnych historii, w tym od mojego byłego. Nie przedstawiały Go w najlepszym świetle. Jak do tej pory nie żałuję, że zaryzykowałam dla niego.
Niestety chłopaki mają jeszcze jakieś niezałatwione sprawy między sobą. Jak tylko zaczęłam spotykać się z R. to prosił mnie, abym nie spotykała sie tak często z byłym chłopakiem. Wydawało mi się, że to ograniczanie mojej swobody i uciekałam od czujnego oka mojego chłopaka. Ale doświadczenie tych kilku miesięcy nauczyło mnie, że coś takiego jak przyjaźń po związku nie istnieje i długo istnieć nie będzie.
Ale miarka przebrała sie w momencie, gdy mój były chłopak próbował mnie pocałować wiedząc, że spotykam się z kimś innym. Wtedy zarządziłam kwarantannę i pokornie przyznałam przed R., że naiwnie wierzyłam, że podołam. Uwierzcie mi na słowo - Nie Da Się! Uśmiechnął się tylko znacząco i chyba z pewną wyższością, ale niech ma tę odrobinę satysfakcji. Nie jestem łatwa we współżyciu
Dodam tylko, że szykuje się kolejny rozdział tej dziwnej telenoweli. Jestem pełna obaw. Niech on zostawi już Nas w spokoju!
Pozwoli nam jeść wszystkie dziwne smaki lodów w łóżku w dresach oglądających filmy, do których wstyd przyznać się przed znajomymi.
 

 
To albo zemsta albo ironia losu. Tak chyba jednak ironia. Do tej pory na swojej drodze spotykałam facetów, którzy dość hojnie obdarzali mnie zainteresowaniem. W pewnych momentach dochodziło do wyznań, myśle nawet że szczerych.
Teraz ja postanowiłam zaryzykować. W moim przypadku to dość odważne zachowanie. Jeżeli nie muszę to nie zastanawiam się nad swoimi uczuciami. Nie lubię ich analizować, chyba nie do tego są. Trzeba nimi żyć i je okazywać.
Chociaż wychodzi na to, że nawet tego nie potrafię zrobić. Pisałam, że postanowiliśmy, a raczej On to zasugerował, że wygodnie byłoby nam obojgu, jakbym zostawiła u Niego parę ubrań, kosmetyków, szczoteczkę do zębów, itp.
Zabrałam do Niego kilka podstawowych akcesoriów, spędzam u Niego praktycznie całe weekendy, miło mieć swój krem do twarzy czy swój osobisty grzebień. Ale dzisiaj lekko wpadłam w panikę. Wydaje mi się z dużym prawdopodobieństwem, że nie jestem do końca normalna. Gdy nie było Go przez chwilę, połowę tych rzeczy wrzuciłam do torby.

A teraz najważniejsza sprawa minionego weekendu. Zacznę od pierdoły, zorganizowaliśmy mini imprezkę, wymyśliłam super drinka. W następny weekend będę go tuningowała!
Po imprezie atmosfera się zagęściła, było słodko, miło i gorrrrrąco. I gdzieś w euforii chwili powiedzialam mu, że go kocham. Nigdy w życiu tak nie zaryzykowałam. Uwaga, dzisiaj nawet tego nie pamiętał. Wiem, że wybrałam najgorszy z możliwych momentów. Możliwe, że nigdy więcej się na to nie odważę.
Wracając do sedna, zemsta to czy ironia losu? Tyle razy słyszałam to z innych ust. Moje Kochanie twierdzi uparcie, że mnie kocha. Wydaje mi się, że jemu także nie przyszło łatwo to wyznanie. Pamiętam to zawstydzenie na początku. Już od jakiegoś czasu wydaję się być pewna swojego uczucia. Powiedziałam mu to,możliwe, w niewłaściwym momencie, a ON TEGO NIE PAMIĘTA.

I jak mam teraz zaryzykować ponownie?!
 

 
Ja nie mam pojęcia. Czy to znaczy, że coś ze mną jest nie tak?!
Bo ja nie wiem, czy kocham. Może tak, a może nie. Skąd mam wiedzieć to już teraz? Mój związek trwa trochę niewiele ponad cztery miesiące. A ja zwyczajnie, po ludzku nie wiem. To chyba nic złego? Jak będę wiedziała to chyba jakoś to odczuję. Cholera jasna, a jeżeli nie i przegapię coś ważnego.
A może ja juz wiem, tylko nie umiem tego powiedzieć. Taka jestem niepełnosprawna emocjonalnie. Mam problem z okazywaniem uczuć, jakichkolwiek. W większości przypadków ludzie są mi obojętni. Istnieje tylko kilka przypadków, gdzie mi zależy na kimś bardziej niż zwykle. Muszę przyznać, że na nim zależy mi bardziej niż zwykle.
I takie oto myśli towarzyszą mi przez ostatnie dwa dni.

Jednak miłość to ogromne ryzyko. W dzisiejszych czasach, gdy tak mało jest czasu na życie, ogłupiamy sami siebie marnymi substytutami. Tylko co ja tam wiem o miłości. Jedno wielkie NIC. Byłam kochana, czy szczerze, nie wiem, nie oceniam tego. Ale wierzę, że może gdzieś w tym szalonym świecie, jakiś mały pierwiastek zachował się i jeszcze mniejsza cząstka przypadnie mi w udziale.
 

 
Przed długim weekendem, krótki raport.
Jedno konkretne wyznanie, tym razem pełen konkret, bez zawijasów słownych. Uwielbiam Go.
Była niewielka awantura o jakieś nieistotne dziewczyny. Wściekł się i zapytał, dlaczego drążę, przecież to nieistotna przeszłość. Wprost mu odpowiedziałam, że chcę tylko usłyszeć, że jestem jedyna i naiważniejsza.
Teraz to wiem. Muszę się tylko nauczyć ufać. I przestać doszukiwać się we wszystkim drugiego dna. Nastrój mam super, zapomniałam zarezerwować bilety do kina! W weekend krótka wizyta na uczelni i to koniec konkretnych planów.

Postanowienie: zamknij oczy i policz do 12, dopiero wtedy możesz wyrazić złość.

Dzisiaj wypad z koleżankami z pracy na piwo. Później spotkanie z moim kochaniem. Czyli cóż... Będzie się działo.

P.S. Strasznie chaotycznie wyszło, ale to dlatego, że w głowie milion myśli.

P.P.S. Właśnie z nim rozmawiałam i doszlismy oboje do wniosku, że powinnam u niego zostawić kilka drobiazgów. Ubrań, kosmetyków i gadżetów kosmetycznych.
 

 
raport z minionego weekendu:
kłotnia (jedna, ale porządna)
pyszny sorbet (Moje Kochanie zaskakuje mnie dziwnymi pomysłami jedzeniowymi)
jedno najprawdziwsze i najszczersze wyznanie (topię się na samo wspomnienie)
W skrócie Moje kochanie jest strasznie zazdrosne, co lubię i czego nieznoszę jednocześnie. Usłyszał kawałek rozmowy telefonicznej z moją przyjaciółką i 2+2 dało mu 4. Nie wziął pod uwagę, tego czego nie słyszał. Wyszło z tego gigantyczne nieporozumienie, jeszcze większa kłótnia, wiele niepotrzebnych słów (w większości z moich ust niestety) i wtedy padło to Wyznanie.
Ja jestem Ta Najwazniejsza! Kocha, kocha, kocha...
Uwielbiam Go, rozumiemy się wpół słowa, mamy podobne poczucie humoru. Do tej pory nie czułam sie równie swobodnie z żadnym facetem.
Problemem niestety jest mój charakter. Pracuję nad swoimi wybuchami złości, staram się nie czepiać, ograniczam złośliwości i nawet mi się to podoba. Ale jest jedno ale. Czy nie stracę w ten sposób jakiejś części siebie? Czy nie zmieniam się dla niego? A jeżeli nam nie wyjdzie? Co wtedy? Co ze mnie zostanie?
Jutro się widzimy! Cieszę się bardzo na każde spotkanie.
Szukałam dzisiaj pierścionka

A na zakończenie dodam tylko, że czekam na napisy do najnowszego odcinka Dextera, 6 odc. 6 sezonu. Obejrzę dopiero pojutrze, jutro będę się intensywnie przytulała!
 

 
O matko, jaka ja jestem naiwna! Dopiero dzisiaj zdałam sobie z tego sprawę. A w zasadzie w weekend. Mój obecny związek to jedna wielka telenowela! I przypadkowo dowiedziałam się jakie numery wykręcał mój były, żeby tylko nie doprowadzić do zaistnienia tego związku. Ja albo byłam ślepa albo wygodna albo głupia kompletnie.
Teraz o tym wiem i chyba wolałabym nie wiedzieć i dalej wierzyć w bezinteresowność (jest takie słowo?) ludzką!


tego ostatnio słucham... na jesienne wieczory, do przytulania.
Ja osobiście przytulam się bez opamiętania! Rano, wieczorem, przed śniadaniem, po kolacji, przy komedii romantycznej i przy wieczornych wiadomościach, na ulicy, na ruchomych schodach... Jestem uzależniona!

Temat przytulania zostanie rozwinięty w przyszłości.
 

 
To nie była wielka kłotnia. Jak zwykle uciekłam. Oczywiście 20m za jego drzwiami żałowałam tego jak cholera, ale byłam zbyt dumna żeby przyznać mu rację. Zawsze miałam ogromne problemy z przyznawaniem się do błędu, chociażmuszę przyznać, że z nim jest trochę inaczej. Przecież prawie zostałam matką jego dziecka. Prawie...
To bardzo długa i skomplikowana historia i chyba rana jest zbyt świeża. Nie jestem jeszcze gotowa pisać o tym. Nawet z Nim jeszcze o tym nie rozmawiałam. Ale wydaje mi się, że On by zrozumiał wszystko, bez oceniania.
Wydaje mu się, że mnie kocha. Jak może tak mówić, jesteśmy ze sobą trochę ponad cztery miesiące. To chyba za krótko, prawda?
Sama siebie przekonuję, że to przecież nic takiego!
Mam kompletny mętlik w głowie...